
AD 1996
II Festiwal Wikingów
Po dwuletniej przerwie władze Wolina, pasjonaci wikińskich pradziejów miasta, a także ci, którym po prostu podobało się widowisko sprzed dwóch lat, postanowili reaktywować Festiwal Wikingów. Ten drugi znacznie różnił się jednak od pierwszego. Jego formuła była uboższa, przypominała raczej jarmark niż festiwal. Zabrakło rzeszy skandynawskich i niemieckich wikingów, oprawy artystycznej, zabrakło też szczególnych atrakcji. Nie zabrakło natomiast Philipa Burthema, jarla Jómsvikingów z Londynu. Dzięki niemu i ludziom, którzy z nim przyjechali, impreza z dnia na dzień nabierała pewnego niezwykłego kolorytu. Wokół pobrzmiewały echa wikińskiej i słowiańskiej obyczajowości.
II festiwal również odbywał się na łąkach przybrzeżnych Dziwny. Dziesiątki drobnych handlarzy rozstawiło swoje kramy. Handel kwitł w najlepsze. Wolinianie i letnicy przemierzali lęgi od straganu do straganu. Bez większych emocji. Za to z sentymentem wspominali widowisko sprzed trzech lat. Ścieżki i alejki między straganami pustoszały, kiedy Phil Burthem, jarl Jómsvikingów wyprowadzał swoich wojów i wyzywał na pojedynek drużników słowiańskich. Pokazy walki odbywały się po dwakroć każdego dnia.
Szczęk oręża, nawoływania, czasami nawet pojawiała się krew - emocje ogarniały widzów. Błonia przez kilka dni nie pustoszały. Mieszkańcy cieszyli się, że na nowo zaistniał festiwal. Odrodził się, choć nie jak Feniks z popiołów.